Emocje, emocje i jeszcze
raz emocje – w moim życiu po prostu nie może być nudno.
Na wspomnienie chociażby moich wczorajszych
emocji znów pojawiają się szklane oczy.
Mam taka paletę odczuć , że w jednej chwili kogoś
nienawidzę a za chwile znów kocham i mam w dupie co pomyślą
ludzie.
Gdy się cieszę raduje się każdym centymetrem ciała , a gdy płaczę to
roni łzy cały mój świat. Czy to zasługa mojej osobowości z której jak z garnka
kipi, a może ludzi których wybieram?
Czy wybieramy ludzi , czy oni wybierają nas ? Czy może Bóg zesłał
ludzi w tym samym miejscu w pewnych okolicznościach aby mogli się wybrać ?
Dlaczego tak jest ,
ze jak bardo czegoś pragniemy to osiągniecie tego sprawia nam dużo trudu, łez i
chęci rezygnacji .
Chcemy czegoś tak bardzo i albo to osiągniemy w trudzie i będziemy szczęśliwi , albo niestety często się okazuje, że się pokaleczymy i gra nie była warta świeczki .
Skąd wiec wiedzieć
czy to po prostu ciężka droga do sukcesu bez której dojście na sam szczyt nie
daje radości . Czy po prostu kolejny upadek złego obranego celu .
Ile wiec razy trzeba przewrócić
się na rowerze aby nauczyć się jeździć? Bądź ile krwi z kolan małej
dziewczynki musi ulecieć aby stwierdziła
pierdole ten rower widocznie on nie jest dla mnie?
Człowiek sam wybiera sb otoczenie a Bóg jedynie pomaga i rozświetla nam drogę ktora zamierzamy isc
OdpowiedzUsuń